19 edycja

Z Christophem Meierhansenem rozmawia Bart Capelle

Co było impulsem do stworzenia nowego ustroju? W czym nowy system będzie różnił się od demokracji?

Moim celem jest obnażenie założeń, które my, ludzie Zachodu żyjący w systemie demokratycznym, od dawna przyjmujemy a priori. Jesteśmy przekonani, że struktura polityczna, w której żyjemy, istnieje od zawsze. Nawet jej krytycy twierdzą, że demokracja jest najmniejszym złem. Inny powiedzą, że jest jedynym systemem, który zapewnia nam spokojne i dostatnie życie w społeczeństwie. W moim przedstawieniu szukam sposobu, by na te niepodważalne przekonania rzucić nowe światło. Konstytucja to podstawowy kontrakt pomiędzy wszystkimi obywatelami danego społeczeństwa, ma ona stać na straży każdej decyzji, każdego osądu. We współczesnych demokracjach wola obywateli wyrażana jest poprzez oddanie głosu na rządzących. Chciałbym zaproponować ćwiczenie – niejako dla samego ćwiczenia – i poprzez nie cofnąć ową konstytucyjną zasadę, tworząc w rezultacie wyimaginowany ustrój, który nie byłby oparty na wyborach (głosowaniu na obietnice dotyczące przyszłości), lecz na dyskwalifikacji (eliminacji na podstawie oceny dotychczasowych dokonań).

Dlaczego postanowiłeś zbudować wokół tego tematu przedstawienie teatralne?

Proponując nowy fikcyjny model w kontekście politycznym, możemy spodziewać się reakcji pełnych negatywnych ocen, wątpliwości, strachu i wreszcie oporu. Forma teatralna działa w dokładnie odwrotny sposób. Widzowie chcą uwierzyć w fikcję, którą zobaczą na scenie. Połączenie tych dwóch światów daje nam możliwość wykorzystania pragnienia widzów, którzy chcą uwierzyć w oglądaną opowieść. W tym konkretnym przypadku opowieścią jest zaproponowanie nowego ustroju. Ten sprytny zabieg sprowadza się do tego, by ludzie uwierzyli nie w sam ustrój, lecz w historię. Jest ona opowieścią i, jak każda opowieść, ma swój morał, opiera się na pewnych założeniach etycznych oraz w konkretny sposób odnosi do rzeczywistości. Co zrobią z tą opowieścią widzowie po powrocie do realnego świata? Mam nadzieję, że zrozumieją, że nasz ustrój też jest fikcją. Bardzo dawno temu ktoś stworzył go jako konkretne narzędzie.

Co się dzieje kiedy w trakcie przedstawienia odkryjesz w ustroju lukę?

Moją ambicją było przygotowanie go w taki sposób, by uniknąć luk. Zadaniem publiczności jest podważanie i samego ustroju i fikcji, jaka odgrywana jest na scenie, dokładnie tak, jak to bywa w teatrze. Dobra sztuka powinna stawiać przed widzem te wyzwania. Jednak ustawa zasadnicza może przecież być poprawiana. Jeśli ktoś zaproponuje lepsze rozwiązanie, nie ma powodu, by go nie wprowadzić.

Skąd pomysł na tytuł: „Kilka zastosowań potłuczonych glinianych naczyń”?

Jak uczą nas podręczniki historii, demokracja narodziła się w starożytnych Atenach w V wieku p.n.e. Jednak starożytni Grecy odrzucili ideę wyborów, uważając ją za niedemokratyczną. By kontrolować swoich reprezentantów stworzyli system zwany ostracyzmem. Co roku obywatele mogli skazać kogoś na wygnanie z miasta, jeśli uznali, że osoba ta stwarza zagrożenie lub źle wpływa na politykę miasta. W naszych czasach trudno sobie wyobrazić, że banicji nie uważano za karę, lecz za sposób na zneutralizowanie danej osoby na jakiś czas. Jej własność była w tym czasie chroniona i mogła zostać odzyskana nawet po dziesięciu latach. Termin ostracyzm odwołuje się do procedury tajnego głosowania, w którym imiona osoby skazywanej na banicję wydrapywano w muszlach ostryg (z greckiego – ostreon) lub skorupach glinianych naczyń (ostraka). Było to inspiracją dla tytułu mojej sztuki. Potłuczone naczynia uważane są za bezużyteczne, a jednak możemy użyć ich ponownie, tak jak możemy powrócić do idei pozytywnej dyskwalifikacji.

Czy przez powrót do zapomnianej zasady ostracyzmu w nowym ustroju próbujesz pisać alternatywną wersję historii?

Można tak powiedzieć. Trudno jest prześledzić jak dziedzictwo starożytnej Grecji przeradzało się w dzisiejszy system demokratyczny. Nie zapominajmy, że pomiędzy było jeszcze Cesarstwo Rzymskie. Wiele aspektów demokracji przejęliśmy od Rzymian, nie Greków. Grecy wybierali rządzących przez przydział, co oczywiście nie przyjęło się w Rzymie. Nam zdanie się na przypadek w obsadzaniu stanowisk wydawać się może szaleństwem, jednak taka praktyka była silnie uzasadniona pod względem zarówno filozofii i religii, jak również argumentów statystycznych i socjo-politycznych. Wybory przez losowanie to najlepsze narzędzie do walki z korupcją, jak również najlepsza gwarancją równych szans dla wszystkich obywateli. Dziś jednak system ten trudno byłoby obronić. W starożytnej Grecji wiele decyzji podejmowano przy pomocy wyroczni. Nie bez przyczyny selekcji opartej na przypadku nadaje się kontekst religijny. Oddając decyzje w ręce losu, zgadzamy się na działanie elementu nieznanego, czegoś, co jest poza naszą kontrolą.

Starożytne systemy demokratyczne były mocno przywiązane do rytuałów. Czy chcesz wpisać w nowy ustrój poszanowanie rytuałów?

Każdy system, który ma służyć jako podstawa organizowania spraw międzyludzkich, zadziała tylko jeśli zyska powszechny szacunek. Dokonać tego można na dwa sposoby. Pierwszym z nich jest nacisk – jeśli nie szanujesz systemu, czeka cię śmierć. Drugim jest wiara. System zadziała jeśli spodoba się ludziom, jeśli ludzie w niego uwierzą. Wiara w system nie przychodzi naturalnie. Obdarzenie systemu zaufaniem to akt woli, dokonanie świadomego wyboru. Człowiek stworzył rytuały, aby ten akt celebrować. Dzięki nim racjonalny wybór staje się czymś innym – naturalnym pragnieniem. Co roku w Kolonii ludzie biorą dwa tygodnie wolnego z pracy, by móc uczestniczyć w karnawale. Nie dlatego, że muszą. Dlatego, że tego właśnie pragną. W kontekście rytualizacji system polityczny powinien przypominać karnawał. Ludzie oddają głos, nie z poczucia moralnego obowiązku lub presji społecznej, czy też z rozczarowania, lecz ponieważ wierzą, że tak właśnie należy postąpić. Wtedy problem niskiej frekwencji by nie istniał. Rytualizacja to racjonalne poddanie się nieracjonalności. A to jest mądrość, którą prawdopodobnie współczesne społeczeństwa zatraciły. Rytuały pozwalają nam przymknąć oko na te problemy, które nie mają rozwiązania, ponieważ żaden racjonalny system nie może być idealny. System, który działa w zmieniającym się świecie z żywymi ludźmi, nie uniknie porażek. Dlatego właśnie potrzebuje wiary, a w teatrze potrzebuje budowania napięcia i niedowierzania. Nie musi być związany z religią. Nadludzkie jest to, czego nie potrafimy racjonalnie wytłumaczyć. Podobnie jest z takimi zjawiskami jak narodziny, śmierć czy huragany.

Może właśnie do tego nie jesteśmy już zdolni: zaakceptowania faktu, że nie ma idealnego systemu, że nie nad wszystkim możemy mieć kontrolę.

Zgadzam się, to choroba nowoczesności. Pracując nad tym projektem często rozmyślam nad średniowieczną medycyną. W tamtych czasach nie leczono pigułkami. Dodanie czegoś do ciała nie mogło go uleczyć. Punktem wyjścia było założenie, że z ciała trzeba było coś usunąć, płyn ustrojowy, czy nawet demona. Z punktu widzenia filozofii jest w tym założeniu coś interesującego. Usunięcie oznacza powstrzymanie się, nie zrobienie czegoś. To w gruncie rzeczy może być mądrzejsze posunięcie. Nie musimy czegoś robić tylko dlatego, że mamy taką możliwość. To właśnie sprawia nam dziś trudność.

Jak to się ma do kształtu przedstawienia? Podejmiesz próbę włączenia do niego idei rytuału oraz irracjonalności?

Częściowo to właśnie będzie celem przedstawienia. To oczywiście ryzykowne, ponieważ jeżeli za bardzo skupimy się na pewnego rodzaju egzotyce, stracimy kontakt z rzeczywistością. Dystans do niej byłby z pewnością łatwiejszy dla widzów, bliski kontakt jest jednak koniecznością. Chcemy by stał się problemem. Ludzie powinni czuć dyskomfort wobec mojej propozycji. Sam teatr jako medium już jest rytuałem. Na tym poziomie nie można też zignorować funkcji jaką teatr pełnił w starożytnej Grecji. Nie odrzucam żadnego, nawet najbardziej szalonego momentu, jaki, w razie potrzeby, może się pojawić w przedstawieniu. Ponieważ nie jestem twórcą teatralnym, nie mam żadnych teatralnych fetyszy. Nie mam określonego gustu, któremu chciałbym schlebiać.

tłumaczenie: Magdalena Gładysz

 





Z Christophem Meierhansenem rozmawia Bart Capelle / listopad 2012

some use for your broken clay pots